Marcin Malmon

MRICS REV

Szczerze o nieruchomościach

Tekst przeczytasz w 2 min.
Print Friendly, PDF & Email

Krótko o głównych powodach patologii w systemie oceny pracy rzeczoznawców majątkowych

Coraz głośniejsza dyskusja o nieprawidłowościach w działaniu zarówno KOZ, jak i komisji oceniających/arbitrażowych przy organizacjach zawodowych skłoniła mnie do zebrania głównych spostrzeżeń dotyczących tego zagadnienia, które kołatały mi się po głowie od wielu lat. Oczywiście nie jest to jakaś dogłębna analiza a jedynie wskazanie głównych punktów, w których moim zdaniem tkwią najważniejsze powody patologii. Prawdopodobnie też będę je uzupełniał w przyszłości.

Celowo nie rozgraniczam tutaj postępowań dyscyplinarnych przed KOZ oraz oceny operatów przez organizacje zawodowe. Te systemy muszą bowiem działać równolegle i oba muszą być skuteczne. Ich obecny kształt całkowicie to uniemożliwia. Zatem, główne powody problemów to moim zdaniem:

  • brak wyraźnego i jednoznacznego określenia zakresu kompetencji KOZ i komisji arbitrażowych/oceniających (notoryczne przekraczanie zakresów umocowania)
  • brak zasady tzw. „powagi rzeczy osądzonej” (res iudicata) – operat raz oceniony nie powinien już nigdy więcej być oceniany, chyba że w toku instancji
  • brak prawdziwej instancyjności postępowań (zanim sparawa trafi do sądu, co powinno być środkiem nadzwyczajnym) – np 1. Instancja: stowarzyszenia, 2. Instancja: Federacja + środek nadzwyczajny: skarga do  sądu
  • Brak instytucji Rzecznika Dyscyplinarnego, który badał by wstępnie sprawę przed wszczęciem postępowania dyscyplinarnego i ewentualnie formułował zarzuty
  • brak wymogu aktywnej pracy w zawodzie względem członków komisji (niektórzy podobno od lat nie wykonali żadnej wyceny). Moim zdaniem przed każdą nową sprawą członek zespołu powinien wykazać co najmniej X (np. 20?) wykonanych wycen w ostatnim roku plus odpowiednią liczbę zdobytych punktów szkoleniowych (moim zdaniem co najmniej 150% – 200% liczby wymaganej od „szeregowych” rzeczoznawców)
  • brak wymogu ustawicznego kształcenia wyższego niż „szeregowych” rzeczoznawców np. podwójna liczba wymaganych godzin szkoleniowych, plus wykazane doświadczenia praktyczne w wycenach tego samego typu co wycena oceniana
  • niski poziom merytoryczny niektórych członków tych komisji
  • ułomne regulacje prawne będące hybrydą postępowania administracyjnego/ karnego/ cywilnego
  • powierzenie oceny pracy rzeczoznawcy ministrowi, który jednocześnie stanowi standardy zawodowe a czasem nawet jest zamawiającym wyceny (skutek: poważne ograniczenie niezależności rzeczoznawców). To jak połączenie władzy ustawodawczej z sądowniczą, w dodatku pozostającą w konflikcie interesów
  • „skaza osobowościowa” polskich rzeczoznawców – Każdy czuje się „mistrzem wyceny”. Jeśli robisz coś inaczej jak on to robisz źle. Tę patologię nakręca już egzamin państwowy, na którym kandydaci są zmuszeni udawać, że znają się na wszystkim. Już to jest moim zdaniem nieetyczne, bo wiadomo, że się nie znają i nie będą znać na wszystkim. A można by im wpajać już wtedy nie podejmowanie się zleceń, do których nie mają kwalifikacji, o czym zresztą mówi wprost Kodeks Etyki Rzeczoznawców Majątkowych. Zamiast tego część wierzy, że zna się na wszystkim skoro zdali egzamin.

Statystyki są bezlitosne. Zdecydowana większość ocen zarówno w komisjach oceniających, jak i KOZ jest negatywna. Twierdzenie, że trafiają tam po prostu te „najgorsze” przypadki nie jest żadnym wyjaśnieniem. Ja widzę w tym raczej przejaw podejścia osób oceniających. Trochę to jak z hejtem w internecie. Jak jest szansa kogoś ocenić to jesteśmy BARDZO surowi. Nie ma mowy np. o udzieleniu rady jak robić wyceny lepiej. Zamiast tego jest reprymenda i surowe kary. Paradoksalnie to wcale nie polepsza wizerunku naszego zawodu.

Może zainteresuje Cię też:

Czy zbieranie referencji narusza niezależność rzeczoznawcy?

Zautomatyzowane modele wyceny (AVM)

Wątek szekspirowski w ustawie o gospodarce nieruchomościami

secretcats.pl - tworzenie stron internetowych