Marcin Malmon

MRICS REV

Szczerze o nieruchomościach

Tekst przeczytasz w 3 min.
Print Friendly, PDF & Email

Czy zbieranie referencji narusza niezależność rzeczoznawcy?

Trudny rynek

Rynek usług wyceny od paru lat jest bardzo trudny. Konkurencja rośnie, jakość spada, podobnie jak i ceny za wykonanie usługi oszacowania wartości nieruchomości. Sami klienci też mają coraz wyższe wymagania a zapytania ofertowe coraz częściej jeżą się od licznych wymagań stawianych potencjalnym wykonawcom wycen. Jednym z takich wymagań coraz częściej jest przedstawienie listów referencyjnych od dawnych klientów. W tym prym wiodą niestety spółki Skarbu Państwa, które wśród licznych wymagań, żądają także referencji.

Dlaczego by nie?

Oczywiście jest to wynikiem stosowania pewnych analogii sprawdzających się zapewne przy innych rodzajach usług. Dlaczego by wiec nie prosić o referencje rzeczoznawców? Najwyraźniej na to pytanie odpowiedzi nie znają także niektórzy rzeczoznawcy, zbierając te referencje a potem załączając je do swoich ofert. Jest to jednak piłowanie gałęzi, na której się siedzi a za brak refleksji przyjedzie prędzej, czy później zapłacić.

Jest zaufanie, czy go nie ma?

Rzeczoznawstwo majątkowe jest zawodem zaufania publicznego. Warto o tym pamiętać i nie trwonić tego kapitału. Jest też faktem, że wycena nieruchomości, jest dziedziną bardzo hermetyczną, niszową i dla zdecydowanej większości klientów niezrozumiałą. W sytuacjach, gdy klient nie jest w stanie ocenić jakości usługi, jedynym kryterium wyboru staje się cena. Stąd mamy na rynku dramatycznie niskie ceny. W tym kontekście jakaś próba kierowania się jakością mogłaby się wydawać sensowna. Czy jednak na pewno za pomocą referencji.

Skoro klienci nie potrafią ocenić jakości wyceny to kiedy są z niej zadowoleni? Brutalna odpowiedź brzmi – Wtedy kiedy wynik im się podoba. Wtedy będą skłonni podpisać rzeczoznawcy kwieciste referencje. W przeciwnym razie raczej marne szanse.

O czym więc świadczą tak naprawdę liczne referencje posiadane przez rzeczoznawcę? Może o tym, że jest on szczęściarzem i trafia na samych klientów, którzy bez dyskusji akceptują wynik jego pracy. A może jednak o tym, że ma jakiś problem etyczny?

Wartość niezależności

Nie chcę jednoznacznie potępiać nikogo, kto zbiera referencje od klientów. Z pewnością wiele osób nie podzieli mojego zdania ale nad wszystkim warto się zastanowić i postawić sobie pytanie, czy zbierając referencje od zadowolonych klientów nie podkopujemy swojej niezależności i obiektywizmu. Czy nie dajemy rynkowi złego sygnału?

Czy ktoś oczekuje referencji od sędziego? Może przykład nie najlepszy, bo to przedstawiciel władzy. Może więc prosić o referencje notariusza? Może ktoś chętnie potwierdzi referencjami, że dany notariusz zna prawo cywilne, albo potrafi sporządzać testamenty? Nie! To nikomu do głowy nie przychodzi. To, że notariusz zna prawo jest oczywiste. Jest to warunek sine qua non, zupełnie naturalny i słuszny. Dlaczego więc, nie promujemy założenia, że rzeczoznawca… zna się na rzeczy i potrafi wyceniać?

Rozumiem referencje dla np. wykonawcy mebli kuchennych albo niani dla dziecka, czy nauczyciela języka obcego. Ale dla przedstawiciela regulowanego zawodu zaufania publicznego? Po co? Po to, żeby wziąć udział w kolejnym „konkursie piękności” na rzeczoznawcę, który wyceni tak, żeby się klientowi podobało? Przecież nie o to chodzi. Wynik nie ma się podobać. On ma być prawdziwy, rzetelny, obiektywny, niezależny, itd.

Kiepski PR

Tak, kwestia poddania się trendowi dostarczania referencji jest jednym z bardzo wielu elementów kiepskiego PR-u naszego zawodu. Niestety nie pracujemy nad wizerunkiem rzeczoznawcy majątkowego jako najwyższej klasy eksperta od nieruchomości. I nie chodzi tu o tapetowanie skrzeczącej rzeczywistości, tylko o realne działania, żeby tak było. Obszarów niezbędnych do uzyskania takiego statusu jest wiele. Kilka z brzegu to:

  • Rzetelne ciągłe doskonalenie zawodowe
  • Naprawiony system oceny jakości pracy rzeczoznawców (szybki, skuteczny i transparentny dla społeczeństwa)
  • Transparentność postępowań dyscyplinarnych z publikacją danych o charakterze przewinień i danych rzeczoznawców, którzy je popełnili (w innych krajach działa – u nas „ochrona danych osobowych”)
  • Wzmocnienie gwarancji niezależności opinii – tu potrzebna ingerencja legislacyjna państwa
  • Zakaz łączenia zawodu rzeczoznawcy majątkowego z innymi zawodami (wyeliminuje chałturników dorabiających sobie „kilka stówek” do pensji/emerytury i zaniżających ceny i jakość usług, podniesie też jakość wycen i wyeliminuje wiele konfliktów interesów)
  • Przemyślane kreowanie wizerunku zawodu przez organizacje zawodowe
  • Kreowanie wizerunku przez poszczególnych rzeczoznawców (biznesmen, czy rzemieślnik?)
  • Edukacja społeczeństwa o charakterze pracy rzeczoznawców majątkowych

Oczywiście lista jest dużo dłuższa a ten wpis dotyczy tylko jednego małego wycinka.

Jak pisałem, nie chcę piętnować całkowicie osób zbierających referencje. Sugeruję jedynie trochę refleksji nad przyszłymi konsekwencjami. Dwadzieścia parę lat braku takich refleksji doprowadziło do ostrego kryzysu zawodu. Nawet gdybyśmy wszystko naprawili dzisiaj, efekty pojawią się najwcześniej za 10-20 lat.

 

Może zainteresuje Cię też:

Zautomatyzowane Modele Wyceny (AVM)

Rzeczoznawca z krzemu i silikonu?

Szekspir o inwestycjach nieruchomościowych

secretcats.pl - tworzenie stron internetowych