Marcin Malmon

MRICS REV

Szczerze o nieruchomościach

Tekst przeczytasz w 1 min.

Czym naprawdę jest „Rep. A”?

Dzisiaj bardzo krótko o nieporozumieniu związanym z powszechnym w naszym zawodzie skrótem „Rep. A”. Niby jest oczywiste, że chodzi o numer aktu notarialnego, który pojawia się w zamawianych bazach danych z transakcjami sprzedaży nieruchomości oraz na samych aktach notarialnych. Niestety jednak całkiem często można usłyszeć z ust kolegów i koleżanek rzeczoznawców stwierdzenie, że jest to „repetytorium” lub nawet „repetytorium akt”. Raz słyszałem nawet „repert”.

Tymczasem zgodnie ze Słownikiem Języka Polskiego PWN „repetytorium” to 1. Zajęcia dydaktyczne będące powtórzeniem materiału, bądź 2. Podręcznik zawierający najważniejsze wiadomości z danej dziedziny.

Widać więc ewidentnie, że „Rep. A” to nie repetytorium, lecz… REPERTORIUM A (nie akt).

Zgodnie z w/w słownikiem „repertorium” to skorowidz, wykaz, rejestr, spis (zwłaszcza akt i spraw sądowych). To już pasuje do naszego kontekstu aktów notarialnych. Z kolei słowo „repert” w słowniku w ogóle nie występuje.

Nieco konkretniej, kwestię tę precyzuje Rozporządzenie Ministra Sprawiedliwości z dnia 12 kwietnia 1991r. w sprawie prowadzenia ksiąg notarialnych oraz przekazywania na przechowanie dokumentów sądom rejonowym (Dz. U. 1991 Nr 33 poz. 147 z późn. zm.). W §1 pkt 1 Rozporządzenie mówi: „Notariusz prowadzi, według ustalonych wzorów, następujące księgi notarialne: a) repertorium A, b) repertorium P […] itd.

Bądźmy zatem precyzyjni i pamiętajmy, że „Rep. A” to REPERTORIUM A, czemu zresztą sprzyjają i sami notariusze, którzy w większości przypadków nie używają już skrótu lecz pełnego słowa „repertorium”.

 

Może zainteresuje Cię też:

Czy Donald Trump właśnie podniósł nam wartości nieruchomości?

Nie warto okłamywać rzeczoznawcy

Czy zbieranie referencji narusza niezależność rzeczoznawcy?

secretcats.pl - tworzenie stron internetowych